Słodkość pewnej goryczy
Czerwiec 6, 2011
Nie wiem co lubię najbardziej, bo moje “lubię” jest niesprecyzowane do końca. Nie mówię tu o upodobaniach z przyzwyczajenia, nie mówię też o upodobaniach smakowych, choć i one mogą z czasem ulec zmianie. Cierpki smak ma swoją słodycz, zrozumiałą tylko dla tego, kto jej doświadczył, na różne sposoby. Chęć poznania goryczy, by choć przez chwilę zrozumieć czyjeś inaczej. Gorycz z wyboru jest inna niż gorycz narzucona. Narzucona jest nie do przyjęcia, przyjęta z wyboru ma to coś, najczęściej trudne do zrozumienia przez innych.
Poznanie, zawiłości umysłu niedoścignione, umykające jak błysk chochlika, w oczach przed chwilą napotkanego dziecka. Czasem zwodnicza myśl zatrzyma się na dłużej, odciśnie piętno w naszej rzeczywistości, bo nie można było się oprzeć, by nie spróbować.
Przed chwilą wypiłam czerwone, cierpkie wino i naszła mnie ochota na cząstkę słodkiej mandarynki. Niestety nie mam jej w pobliżu. A może… a może tak mi się tylko wydaje?
Tańcz mnie po miłości kres…